o miłości

  … spod śniegu - jeszcze zwiędła, światłem odurzona,

bezimienna, a już jedyna – w gnieździe nadziei oczekiwana

miłość powstaje.

 - A czy był czas, że jej nie było?

Pięknym, czystym i zimnym śniegiem przykryta,

spętana mrozem praw – czekała słońca i ciepła stóp twoich.

Ona jest, była i będzie!

 … spod ziemi – szara i zmęczona z pochyloną głową w powrotnej drodze

do domu i twoje mnie powitanie; słowa i wspólny spacer w marzenia,

a przecież jeszcze realna – między swoim i obcym, który przysiadł,

na schodach przy wejściu.

A przecież to miłość  - matka pożądania i cierpienia – na dwu kołach -

jedziemy na spotkanie.

  Ty i ja i ten trzeci - Obcy? Swój? Czy tylko nasz cień?

To ten, który jest zanim my byliśmy – to On daje nam odwagę - wznieść rękę na powitanie. W Jego obecności nie potrafię ciebie zranić, to On uśmierz mój krzyk

i pozwala odczuć prawdziwy smak twego ciała. Nie przeszkadza, że na każdym spotkaniu jest – On mi daje wolność i jest gwarantem, że ty naprawdę jesteś.

Ten trzeci; to nie armia umundurowanych młodzieńców, idących na śmierć,

to nie anonimowe społeczeństwo, naród - państwo rządzone ślepym prawem wymyślonych interesów. Ten trzeci – to ON - PRZYJMUJĄCY CIAŁO TWOJE.

  Spod gruzu filozofii i nauki, kurzu teologi, pychy sztuki; wygrzebujesz się, albo

wypluty zostałeś; nie żałuję – doznałem miłości!       

Dernières publications

Jozef Pyrz sur Twitter

Tags

Archives